• KapitanVideo

Kino grozy kategorii B osadzone w Polsce! [Shrine]

Kanadyjski film pt. Shrine w reżyserii Jona Knautza mimo braku polskiej dystrybucji jest filmem w Polsce dość popularnym. Szum jaki zrobił się wokół produkcji nie był bynajmniej spowodowany wysoką jakością wykonania czy wybitną grą aktorską lecz ich odwrotnością - film jest tragiczny, dialogi puste, a fabuła dziurawa jak szwajcarski ser. Cały "sukces" jakim cieszy sie nad Wisłą uzyskał dzięki osadzeniu akcji w Polsce, która została zobrazowana jako kraina zacofana, zabobonna i przede wszystkim nawiedzona. Polscy fani tanich horrorów nadali temu filmowi nawet nieoficjalny tytuł - Świątynia i otoczyli osobliwym kultem. Film nie wart jest większej uwagi ze względu na jego walory artystyczne jednak dla osób szukających polonicum w zagranicznych filmach jest to pozycja obowiązkowa.

Nawiedzony gargulec w polskim lesie / źródło: imdb.com


Carmen (Cindy Sampson), kanadyjska dziennikarka jest zmęczona pisaniem nudnych artykułów dla wydawnictwa w którym pracuje. Mając w perspektywie pisanie tekstu o ratowaniu pszczół, decyduje się na podjęcie tematu niejakiego Erica Taylora, po którym ślad zaginął podczas podróży po Europie. Z zebranych informacji wynika, że zaginął we wsi Kózki w Polsce, a na domiar złego podczas ostatnich pięćdziesięciu lat zaginęło tam już pięć innych osób. Oczywiście w niewyjaśnionych okolicznościach. Rejon w którym znajdują się Kózki nosi tutaj tajemniczą nazwę Alvinia. Z ostatniego wpisu w pamiętniku Erica, który jakimś cudem ocalał, dowiadujemy się że przed samym zaginięciem zauważył mgłę unosząca się nad lasem. Temat brzmi ciekawie (dla Carmen). Mimo dezaprobaty szefa, dziennikarka wyrusza w podróż do Polski w asyście koleżanki po fachu Sary (Meghan Heffern) oraz fotografa Marcusa (Aaron Ashmore). Gdy docierają na miejsce, wymieniają się zebranymi informacjami o naszym kraju:

Co wiemy o tym miejscu?
Niewiele. Robią własne ubrania i żywią się tym co im urośnie. Region ten zdaje się być znany z produkcji pieczarek.

Kadr z filmu / Polskie miasteczko


Ciekawe jest, że gdy tylko akcja przenosi się do Polski, z kadru znikają wszelkie oznaki rozwiniętej cywilizacji. Nie ma tu hoteli, barów czy przystanków. Samochód naszych dzielnych dziennikarzy jest jedynym zmotoryzowanym wehikułem jaki widzimy w tej lokalizacji. Ah, zapomniałbym dodać, że dotarli tym samochodem z Kanady do Polski...taka filmowa magia. Zobrazowana wieś Kózki to dziura odcięta od świata, której mieszkańcy noszą stroje nie z tej epoki, a w polu pracują bez użycia maszyn. Jedyną oznaką rozwoju jest to, że miejscowe dzieci chodzą do szkoły i uczą się języka angielskiego.

Kadry z filmu / Mieszkanki Kózek w czasie pracy.


Szybko okazuje się, że wieś dotknięta jest tajemniczą klątwą którą zacofana komuna ma za zadanie ukrywać przed intruzami. W przeciwnym wypadku demony zostaną obudzone i nie obędzie się bez ofiar. Mieszkańców wsi można określić jako fanatyków religijnych. Wszędzie we wsi porozstawiane są krzyże, a wierni wychodzący z kościoła całują księży po rękach. Ich wyznanie choć silne to też nie jest jasne - księża wyklądają jak prawosławni popi jegomoście, ale krzyże w ich rękach są już katolickie. Takie religijne zamieszanie.

Kadry z filmu / Polscy księża i całujący ich po rękach wierni.


Interesanci w poszukiwaniu tropu zagadują dziewczynkę z którą mogą swobodnie pogadać po angielsku. Dzieczynka na wieść, że ma do czynienia z ludźmi z Ameryki uśmiecha się i rzuca skojarzenie - cheesburgery! o których pewnie jedynie słyszała. Po tym jak dowiaduje się, że szukają zaginionego Erica, zamyka się w sobie i wycofuje się. Pojawia się jej ojciec Henryk (Trevor Matthews). Obcy w t-shirtach od razu przykuli jego uwagę. Henryk to typowy lokals ubroczony świńską krwią, z nożem wsuniętym za pas który nienawidzi obcych.

Henryk: Lidia! Mówiłem, nie rozmawiaj z obcokrajowcami. Musicie iść!

Henryk nie wykazuje większej agresji prócz postraszenia nożem i muskułami jednak gdy kilka chwil później intruzi próbują wejść do lasu, Henryk wraz z polskim księdzem/popem próbuje ich zatrzymać prezentując bardziej stanowczą i homofobiczną postawę.

Henryk: Jesteś Anglikiem?
Marcus: ...
Henryk: To spieprzaj do Anglii!

Kadry z filmu / Pierwsi napotkani Polacy - Henryk i jego córka Lidia.


To tam w lesie znajduje się spowity mgłą przeklęty posąg będący źródłem rzeczonej tajemnicy. Każdy kto wejdzie do lasu i zobaczy betonowego gargulca, sam stanie się przeklęty i będzie musiał zginąć w religijnym rytuale prowadzonym przez polskiego duchownego. Oczywiście kanadyjscy intruzi o tym nie wiedzą i szybko wpadają w tarapaty, a artykuł o zaginięciu Erica Taylora ma prawo nigdy nie powstać. Od tej pory zaczyna się polowanie na Kanadyjczyków, którzy zobaczyli posąg skitrany w lesie i nie zdają sobie sprawy, że są przeklęci. Niemniej jednak co by nie robili nadejście demona pozostaje tylko kwestią czasu...Podczas ucieczki Marcus trafia do polskiej chaty dzięki czemu mamy okazję zobaczyć jak mieszkają filmowi Polacy. Przerażona rodzina jest ubrana w epokowe stroje. Niby mają gaz i prąd jednak poza tym ich dom wygląda jak istny skansen, a oni sami jak jego pracownicy. Panuje tam mrok, na ścianach wiszą krzyże i cały wystrój wygląda jakby czas się tam zatrzymał co najmniej 50 lat temu. Na całe szczęście okazuje się, że mają samochód (ale niespodzianka!) który daje im prespektywę ucieczki.

Kadry z filmu / wnęrza polskiego domu.

Demon z którymi w finale zmierzą się Marcus, Henryk i Pop Arkadiusz to przepoczwarzona Carmen, która posługuje się zarówno językiem polskim jak i angielskim w zależności z kim rozmawia. Kanadyjczycy i Polacy muszą teraz zakopać topór wojenny i połączyć siły przeciwko niej. Aby ją pokonać będą musieli dokonać na niej rytualnego mordu przy lamencie polskich modlitw, które tak na marginesie wyszły najlepiej spośród wszystkich momentów gdy ktoś próbował mówić po polsku.

Kadry z filmu / Mnich Arkadiusz i demon w ciele Carmen


Ksiądz Arkadiusz z krucyfiksami i wodą święconą w dłoni szybko został pokonany przez Demona i dopiero dzielny chłop Henryk za pomocą modlitwy "Ojcze Nasz" i specjalnego miecza daje rade wybawić całe towarzystwo. Można powiedzieć, że Polacy uratowali sytuację tylko pozostaje pytanie – dlaczego nie zrobili tego wcześniej skoro było to takie proste i wystarczyło użyć rytualnego miecza? Przez pół filmu woleli bawić się w kotka i myszkę mimo iż rozwiązanie było tylko jedno. Być może wychodzi tutaj niezaradność Polaków podyktowana zacofaniem i ociemnieniem religijnym?

Kadr z filmu / Polski chłop nabija demona na rytualny miecz.

Opis filmu nie byłby kompletny bez wspomnienia o języku polskim, który słyszymy bardzo często. Z niewiadomych przyczyn twórcy filmu postanowili uwiarygodnić swoje dzieło katując odtwórców nauką polskich dialogów pomijając dbałość o inne szczegóły dotyczące Polski. Zabrakło odpowiedniego researchu i konsultacji na planie przez co wszystkie kwestie wypowiadane po polsku przez Henryka nie mieszczą się w ramach poprawności. Dla polskiego widza przez takie nieudolne wykonanie film który z natury miał budzić grozę może wywołać co najwyżej cykliczne parsknięcia śmiechem. Bohater grany przez Trevora Matthewsa posiłkował się nawet komicznymi zlepkami dwóch języków jak „Don't call to dzieci!”, a jego tekst „mówi łemci - nie rozmawiaj z obfcokajofscami” wypowiadany z pełną powagą jest dla mnie już klasyką. Ciekawostką jest to, że Henryk, który wypadł najsłabiej jeżeli chodzi o wymowę naszego języka, był wspóltwórcą scenariusza. Jedynym bohaterem, który poprawnie wymawia polskie kwestie jest Ksiądz Arkadiusz, ale to dzięki temu, że zagrał go polski aktor Vieslav Krystyan (wyemigrował do Kanady w 1986 roku). W ekipie pojawili się również inne osoby polskiego pochodzenia jak aktorka Julia Dębowska czy asystentka produkcji Katie Sypniewski. Szkoda tylko, że nie pomogło to w uratowaniu filmu choćby przy przedstawianiu Polski w XXI wieku czy na płaszczyźnie lingwistycznej. Ze względu na bardzo słabe wykonanie oraz finalny wydźwięk filmu, żadna polska firma nie zdecydowała się na jego dystrybucję jednak bez problemu można go obejrzeć w internecie. Polecam dla ciekawskich.


Deser:

Polskie motywy w kinie grozy uznanej jako kategoria B pojawiały się na przestrzeni lat kilkukrotnie. Oto niektóre z nich.


  • W amerykańskim Gore Gore Girls z 1972 roku pojawia się trucizna wyprodukowana w Polsce.

  • We francuskim horrorze Blackaria jedna z ofiar popija z gwinta wódkę Sobieski. Obecność butelki jest zaakcentowana kilkoma zbliżeniami, ochlapaniem jej krwią i rozbiciem o ziemie.


My jesteśmy z ameryki.

Ameryka? Cheesbrgers!

157 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie