• KapitanVideo

Polscy marynarze i kultura DISCO! (nie disco polo)

Zaktualizowano: 10 lip

Przedstawianie Polaków na ekranie jako wszelkiej maści artystów estradowych ma swe korzenie już w początkach światowej kinematografii. W niemym kinie, twórcy filmowi chętnie nadawali polską narodowość muzykom, piosenkarzom czy tancerkom, którym chcieli nadać odrobinę egzotyki bowiem za taki właśnie kraj uchodziła Polska w tamtych czasach ( i pewnie w pewnym stopniu uchodzi nadal). Ślady tej tendencji są co prawda dużo słabsze niż sto lat temu, ale nadal wyczuwalne czego dobrym przykładem jest francuska komedia pt. Disco z 2008 roku z Gerardem Depardieu w jednej z ról. Po ostatnich wpisach dotyczących wszelkiej maści bandziorów, wojaków czy najemników znad Wisły pora na świetnych tancerzy.

Kadr z filmu / źródło: CSFD.cz


Film opowiada nie tylko o muzyce i tańcu, ale również o fascynacji całą tą kulturą, w czasach współczesnych. Disco nie umarło! I ma swoich zwolenników jak np. główny bohater, Didier Travolta (Franck Dubosc). Didier był niegdyś cieszącym się wielką sławą tancerzem jednak wraz z zakończeniem złotej ery disco oraz nadejściem nowego millenium jego dobra passa się skończyła. Poznajemy go jako mieszkającego z matką czterdziestolatka klepiącego biedę, który nie ma ani pieniędzy, ani pracy, a jedyne co mu pozostaje to szukanie szczęścia w zdrapkach z kiosku. To rasowy nieudacznik, sam sobie serwujący wszystkie możliwe porażki. Jego największą bolączką pozostaje jednak wątła relacja z synem, który przebywa wraz ze swoją matką w Australii. Czy uda mu się zdobyć kosztowne bilety lotnicze i w jaki sposób przyczynią się do tego Polacy?

Kadr z filmu: Główny bohater Didier Travolta / źródło: CSFD.cz


W realizacji planu Didiera przychodzi z pomocą stary przyjaciel, również miłośnik disco, Jean-François (w tej roli Gerard Depardieu) i proponuje mu udział w nadchodzącym turnieju tanecznym, którego wygraną jest..... oczywiście wycieczka do Australii. Ach te zrządzenia losu w kinie! Jako, że to dla Didiera jedyna szansa na poprawę rodzinnych relacji musi z siebie wykrzesać resztki parkietowego temperamentu i pokazać na co go stać. W tym samym czasie w pobliskim porcie wybucha strajk dokerów walczących o lepsze zarobki i warunki pracy co nieoczekiwanie wpłynie jego szansę wygranej.

Kadr z filmu: Rozpoczęcie strajku w porcie.


Wśród zalegających w porcie statków znajduje się Varsovia, polski kontenerowiec, który dopiero co dopłynął do wybrzeży Francji (akcja filmu rozgrywa się w mieście Hawr). Jego załoga, z braku ciekawszych rzeczy do roboty, postanawia wziąć udział w tym samym turnieju disco. Nie są oni jakimiś szczególnymi fanami tej kultury, ale na parkiecie czują się jak ryba w wodzie. Didier chcąc z nimi rywalizować niezwłocznie zgłasza się na treningi u nauczycielki baletu co otwiera w filmie furtkę na wątek romantyczny.

Kadr z filmu


Didier rozpoczyna odgrzewanie starych kontaktów i kompletowanie członków grupy tanecznej Be Kings, z którą świętował największe sukcesy. Tyle, że 20 lat wcześniej. Dwaj przyjaciele, do których się odezwał również wyglądają na nieudaczników, ale najważniejsze, że mają chęci do rozruszania gnatów i pomocy kumplowi. Wszystko idzie zgodnie z planem do czasu eliminacji kiedy to pierwszy raz widzą polskich marynarzy na parkiecie - wyglądają na profesjonalistów, są zgrani, czują rytm, a ich umięśnione torsy przyciągają większą uwagę publiczności niż zwiędłe kałduny Francuzów. Mają nawet koszulki z napisem Varsovia co tylko podkręca ich morale. Polacy pomimo braku doświadczenia w disco, są lepsi od Francuzów na każdej płaszczyźnie i na każdym etapie konkursu. Jakby disco mieli we krwi.

Kadr z filmu: Polacy na parkiecie


Po każdym występie polscy marynarze zbierają największą ilość braw i mkną jak strzała w konkursowej tabeli. Be Kingsi muszą dwoić się i troić aby nie zostać w tyle i nie odpaść z konkursu.

Kadr z filmu: Bee Kings patrzą z zazdrością na występ "Varsovi" / źródło: CSFD.cz


Gdy dochodzi do wielkiego finału, Polacy dają czadu tak bardzo, że Be Kings musiało uznać ich wyższość i uplasować się na drugim miejscu. W obronie drużyny Didiera staje jednak organizator, który proponuje zapomnieć o wyniku i wyłonić zwycięzce jak za "starych, dobrych czasów" czyli poprzez rzut monetą, na co chętnie przystają Varsovia Dolls. Nie zależy im w końcu na zwycięstwie tak jak Didierowi i nie widzą w tym najmniejszego problemu. Mimo tej szansy, łut szczęścia pozostaje w rękach Polaków.

Kadr z filmu: Organizator turnieju w towarzystwie zespołu Varsovia


Be Kings wraz z organizatorem muszą szukać sposobu na to by odmienić wyniki turnieju, a jedyną ku temu drogą jest pozbycie się Polaków z miasta. Wpadają więc na pomysł aby dogadać się z miejscowymi dokerami i upozorować zakończenie strajku aby tancerze z Varsovia Dolls mogli wrócić do swoich zajęć na statku. Tak też robią i po szybkim załadunku Varsovii, marynarze odpływają w siną dal, porzucając rywalizacje i bez żalu oddając pierwsze miejsce Didierowi. Dzięki nim, Didier będzie mógł się cieszyć podróżą do Australii, do syna i szansą na zmianę swego życia na lepsze.

Kadr z filmu: Tancerze Varsovia Dolls


Reżyser filmu, Fabien Onteniente przedstawił Polaków w wyjątkowo pozytywny sposób. Warto zwrócić uwagę, że przy ich obrazowaniu nie zastosowano żadnych wytykanych Polakom stereotypów, które powszechnie pojawiają się w zagranicznych produkcjach. Zero klisz. Polacy w tym filmie nie piją alkoholu, nie kaleczą języka, ani nie kradną samochodu. Nie są też w żaden sposób połączeni z wybuchem strajku na co mogłoby wskazywać wiele innych filmowych przykładów wespół z historią naszego kraju. Znajdują się tam przez przypadek i zamiast marudzić wraz z innymi portowcami biorą udział w turnieju, nie dla wygranej, a dla własnej rozrywki i umilenia czasu. Są przedstawieni jako normalni, pracowici marynarze w których żyłach płynie miłość do muzyki, tańca i estrady. Niestety ich postaci nie zostały w żaden sposób rozwinięte, nie znamy ich imion ani historii, a z ich ust nie usłyszymy nawet słowa po polsku. Są po prostu rywalami głównych bohaterów. Jeden byt, który pomimo uczciwej rywalizacji musi zniknąc z horyzontu dla ogólnego szczęścia głównych bohaterów i happy endu. Mimo iż ekranowi Polacy mogliby być równie dobrze Węgrami ze statku Budapest, albo Grekami ze statku Ateny to bardzo fajnie, że trafiło właśnie na nas ponieważ rzadko przedstawia się nas w pozytywnym świetle. Film spotkał się oczywiście z umiarkowanymi opiniami na świecie, a i w Polsce rynku nie zawojował.


0 wyświetleń0 komentarzy